Kategorie
Artykuły

Co jeść w Hashimoto?

Co jeść w Hashimoto?

Hashimoto to jedna z coraz częściej diagnozowanych chorób. Zalicza się do chorób autoimmunologicznych, czyli takich, w których system odpornościowy atakuje własne komórki. W tym przypadku są to komórki tarczycy. W wyniku niszczenia komórek, tarczyca przestaje wydzielać odpowiednich ilości hormonów do prawidłowego funkcjonowania i staje się niedoczynna. 

 

Tarczyca odpowiada za wiele funkcji w organizmie, m.in za metabolizm. Kiedy jej funkcje zwalniają (przez niedoczynność), cały metabolizm zwalnia. Wtedy można zauważyć najczęstsze objawy tej choroby: zmęczenie, spowolnienie, problemy z pamięcią i koncentracją, zwiększenie masy ciała, wypadanie włosów, zaparcia, uczucie zimna. 

 

Na szczęście znane są skuteczne leki, a jedzenie może wspomagać to leczenie. 

 

Zanim w ogóle zaczniemy mówić o żywieniu w Hashimoto, należy powiedzieć głośno i wyraźnie: MASZ OBJAWY? IDŹ DO LEKARZA. To on jest od stawiania diagnoz, bez jego udziału niczego nie zdziałamy. Jest to krok absolutnie NIE DO POMINIĘCIA.

 

Jeśli już mamy diagnozę, pierwszym krokiem żywieniowym będzie zadbanie o prawidłową masę ciała. Jednym z objawów Hashimoto jest właśnie wzrost wagi, który będzie wiąże się z innymi konsekwencjami – wzrostem stanu zapalnego, podwyższeniem TSH, obciążeniem innych narządów. Każde przybliżenie się do prawidłowej masy ciała (którą można z łatwością samodzielnie wyliczyć, wpisując w wyszukiwarkę “kalkulator BMI”), będzie przybliżeniem do zdrowia. Żeby schudnąć należy jeść poniżej swojego zapotrzebowania energetycznego (CPMu, również są do tego kalkulatory). Liczenie kalorii na początku drogi może ułatwić działanie, ale zdecydowanie większym celem jest zmiana nawyków żywieniowych i stylu życia. Chorując na Hashimoto, redukcja masy ciała może zachodzić trudniej, ale nie jest niemożliwa do osiągnięcia. Warto łączyć dietę z jakąkolwiek aktywnością fizyczną, wtedy efektywność redukcji będzie znacznie wyższa!

 

No dobrze, ale co w takim razie jeść, żeby schudnąć lub utrzymać prawidłową masę ciała. Podstawę Twojego żywienia (jak w każdej zdrowej diecie) powinny stanowić warzywa i owoce, najlepiej byłoby, gdyby przeważały warzywa. Wokół niektórych warzyw narosły mity, jakoby osoby z Hashimoto nie mogły ich jeść. Nic bardziej mylnego. Im więcej warzyw w diecie, tym lepiej. To dzięki nim dostarczamy witamin, soli mineralnych, błonnika, wody oraz objętości w posiłkach, co sprawia że nie przekraczamy naszego zapotrzebowania energetycznego, a jednocześnie przemycamy masę prozdrowotnych dla nas związków. Jedynym wyjątkiem, na który trzeba uważać są warzywa kapustne (kapusta, brokuł, brukselka, kalarepa, jarmuż) oraz soja.

 

Warzywa kapustne zawierają goitrogeny, czyli substancje, które utrudniają wchłanianie jodu. Na szczęście okazuje się, że gotowanie ich w dużej ilości wody bez przykrycia skutecznie redukuje ich ilość w tych produktach. Nie należy przesadzać z ich ilością, ale od czasu do czasu nie zaszkodzą. W przypadku soi sprawa jest nieco bardziej złożona. Całe jej ziarna zawierają związki, które mogą utrudniać pracę tarczycy, dlatego powinno się ją raczej odpuścić. Natomiast badania pokazują, że tych związków jest znacznie mniej w produktach przetworzonych z soi (np. tofu, mleko, jogurty sojowe) niż w całych ziarnach soi. Niemniej, należy zachować 4-godzinną przerwę między spożyciem leku, a produktem sojowym. W przypadku przyjmowania leków rano, popołudniowe latte na sojowym będzie już totalnie okej. 

 

Obok warzyw powinny znajdować się pełnoziarniste produkty zbożowe, takie jak makarony, kasze, chleby. Zdecydowanie powinno się położyć nacisk na pełne ziarno, bo to ono zawiera w sobie substancje, które pomagają utrzymać zdrowy organizm. Mowa tu szczególnie o witaminach z grupy B, których niedobór obserwuje się u osób z Hashimoto. Dość kontrowersyjnym tematem jest gluten. Jego eliminacja jest konieczna tylko wtedy, kiedy stwierdza się celiakię. Jeśli nie odczuwasz dolegliwości ze strony układu pokarmowego po spożyciu np. pełnoziarnistego makaronu czy kaszy bulgur – możesz spać spokojnie. 

 

Warto też zwrócić uwagę na białko – ono jest substratem w syntezie hormonów tarczycy – tyroksyny. Ma też znaczenie we wzmacnianiu włosów, kondycji skóry i paznokci, które często ulegają pogorszeniu przy Hashimoto. Dobrymi źródłami białka będą: chude mięsa, ryby, nabiał, jaja, nasiona roślin strączkowych (fasola, ciecierzyca, soczewica).

Nie można też zapomnieć o zdrowych tłuszczach! One korzystnie wpływają na układ sercowo-naczyniowy, poprawiają pracę mózgu, a w kontekście tarczycy ułatwiają konwersję T4 do T3 i poprawiają wrażliwość tkanek na hormony tarczycy. Najlepsze źródła dobrych tłuszczów to: oleje roślinne (w tym rzepakowy, oliwa z oliwek, olej z pestek dyni itp.), orzechy, pestki i nasiona.

Jeśli zadbasz o te podstawy, z pewnością poczujesz się lepiej. Jeśli mi nie wierzysz – po prostu spróbuj i przekonaj się sam/a!

 

A jeśli interesuje Cię więcej szczegółów, chcesz dobrze poznać swoją chorobę, nauczyć się zdrowo komponować posiłki, poznać szybkie, zdrowe i smaczne przepisy to koniecznie zerknij na nasze plany dla osób z Hashimoto! Tam znajduje się wszystko, co musisz wiedzieć, jak żyć z Hashimoto, nie rezygnując z przyjemności jedzenia. 

Artykuł napisała magister dietetyki, ekspertka Zdrowostki Team Anna Thomas. 

 

Kategorie
Artykuły

Gluten a Hashimoto

Gluten a Hashimoto

Jak to z nim jest?

Rozwiewamy wątpliwości

Czy warto go ograniczać?

Masz Hashimoto?

 

Ile razy słyszałaś_eś, że definitywnie musisz się pożegnać z pizzą, ciastkami i makaronem?

 

Czy na pewno tak musi być? Na live’ie dowiesz się, czym właściwie jest gluten, skąd wzięła się jego niechlubna sława i czy na pewno rezygnacja z glutenu to dobry pomysł.

 

Bazujemy na zweryfikowanych badaniach, rozpatrujemy ten problem z wielu stron i gwarantujemy sporo przydatnej wiedzy! 

 

Widzimy się w czwartek (30.03.23) o 19:00 na Instagramie Zdrowostki

 

Podczas spotkania na żywo na Instagramie Zdrowostki postaramy się odpowiedzieć na pytania:

 

  • o czym właściwie rozmawiamy – czym jest gluten, gdzie go znajdziemy, a gdzie go nie ma, choć może wydawać się inaczej;
  • czemu tak popularne stało się rezygnowanie z glutenu i skąd wzięła się jego zła reputacja;
  • co łączy Hashimoto z glutenem? I czy trzeba rezygnować z glutenu, mając Hashimoto;
  • dlaczego gluten jest taki pyszny;
  • czy warto odstawić gluten, nawet jeśli nie ma do tego wskazań


Na live na Instagramie w czwartek 30.03.2023 o 19:00 zapraszamy Martyna Zdrowostki magister dietetyki oraz ekspertka Zdrowostki Team Anna Thomas również magister dietetyki 🙂  

Więcej treści
Kategorie
Przepisy

Tosty francuskie z szynką, mozzarellą i kiszonym ogórkiem

Tosty francuskie z szynką, mozzarellą i kiszonym ogórkiem

Takie proste, a takie pyszne!

 

Podrzucamy jeden z pomysłów na śniadanie z przepiśnika z Planów Hashimoto i niedoczynność tarczycy:  

 

Tosty francuskie z szynką, mozzarellą i kiszonym ogórkiem.

 

Potrzebne będą:

 

Jaja kurze 1 sztuka (50g)

Chleb żytni razowy 3 kromki (105g)

Ser mozzarella light 0.3 sztuki (50g)

Ogórki kiszone 1 sztuka (60g)

Szczypiorek 1 łyżka (5g)

Szynka gotowana z piersi indyka 3 plastry (36g)

Olej rzepakowy 1 łyżeczka (5g)

 

Sposób przygotowania:

 

Roztrzep jajko, dodaj do niego szczyptę soli i pieprzu. Chleb pokrój po przekątnej, aby powstały trójkąty. Ogórki i mozzarellę pokrój w plastry i zrób kanapki. Ugnieć je trochę, żeby się nie rozpadły. Obtocz kanapki w jajku i smaż z obu stron na łyżeczce oleju. 

 

Tak niewiele trzeba, żeby umilić sobie dzień! Sprawdź sam/a!

 

Taka porcja tostów to około 480 kcal, 28 g białka, 16 g tłuszczów i 56 g węglowodanów. 

 

Chcesz poznać więcej przepisów?

 

Sprawdź Plany Hashimoto! To produkt nie tylko dla osób z chorą tarczycą.

 

Wejdź na stronę i dowiedz się więcej 🙂

 

Przepis autorstwa dietetyk Anny Thomas. 

Kategorie
Artykuły

Zdarza Ci się jeść cytrusy? Musisz o tym wiedzieć!

Zdarza Ci się jeść cytrusy? Musisz o tym wiedzieć!

Chociaż teoretyczny sezon na cytrusy powoli się kończy, to nie oszukujmy się – w sklepach możemy spotkać je cały rok. Jedzenie jednych z nich w pewnych sytuacjach może skończyć się tragicznie. 

 

Mowa o grejpfrutach. A konkretnie o ich interakcji z lekami. Podczas przyjmowania leków, nie powinno się spożywać grejpfrutów ani soków grejpfrutowych co najmniej 4 godziny przed i po pobraniu leku.

 

Dlaczego?

 

Wiele leków jest metabolizowanych z udziałem cytochromu P450. Metabolizm leków to takie „rozpuszczanie” leku, które służy wydaleniu go z organizmu. Sok grejpfrutowy ma działanie inhibitujące właśnie ten cytochrom P450, przez co leki pozostają dłużej w organizmie, chociaż nie powinny.

 

Każdy lek ma określony indeks terapeutyczny, czyli zakres wartości, przy których wykazuje działanie lecznicze. Bardzo często zdarza się, że dawka poniżej tego zakresu nie wpływa na organizm, za to powyżej staje się toksyczna.

 

Sok grejpfrutowy sprawia, że niektóre leki (przez to, że nie mogą być usunięte z organizmu) stają się zwyczajnie toksyczne.

 

Te, na które powinno się zwracać szczególną uwagę to:

  • alprazolam (leczenie lęków, bezsenności),
  • astemizol (lek przeciwhistaminowy),
  • cyklosporyna A (lek immunosupresyjny),
  • inhibitory kanału wapniowego jak nitrendypina, nifedypina, nimodypina (leczenie nadciśnienia tętniczego),
  • metadon, fentanyl (opioidowe leki przeciwbólowe),
  • paklitaksel (lek przeciwnowotworowy),
  • statyny jak lowastatyna,
  • atorwastatyna,
  • simwastatyna (leki stosowane w leczeniu nadmiernego poziomu cholesterolu).

Nie wszystkie leki wchodzą w interakcje z sokiem grejpfrutowym! Ale, zupełnie szczerze, nie polecam go łączyć z żadnymi lekami.

 

Po pierwsze dlatego, że nie ma sensu uczyć się na pamięć, z którymi można, a z którymi nie można. A po drugie dlatego, że choć wiele leków zostało już przebadanych pod kątem metabolizmu cytochromu P450, to nadal może się zdarzyć, że na ulotce nie będzie stosownej informacji.

 

Tą i wiele innych informacji zamieściliśmy w planach Hashimoto, które, choć mają na okładce wielki napis “Hashimoto”, są przydatne dla każdego. 

 

Artykuł napisała magister dietetyki, ekspertka Zdrowostki Team Anna Thomas. 

 

Bibliografia:

Zdrojewicz, Z., Pachura, E., & Pachura, P. (2014). Czy można popijać leki sokiem grejpfrutowym?. Family Medicine & Primary Care Review, (1), 51-56.

Sobotta, Ł., Suliburska, J. M., & Mielcarek, J. (2011). Interakcje lek–żywność. Bromat. Chem. Toksykol, 44(1), 95-103.

Więcej treści
Kategorie
Przepisy

Inflacyjna pasta na kanapki

Inflacyjna pasta na kanapki

Inflacyjna pasta na kanapki

… lub jeśli ktoś woli – pasta z czerwonej soczewicy.


Historia powstania tej pasty nie jest szczególnie chlubna, ale niech będzie potwierdzeniem, że to, co z pozoru może się wydawać błędem, w rzeczywistości okazuje się zupełnym przeciwieństwem. Przygotowując plany Hashimoto i niedoczynność tarczycy (a to pierwszy tego rodzaju projekt, który tworzyłam) miałam jasne cele, m.in. upewnić się, że wszystkie przepisy są okej i zrobić zdjęcia poglądowe, bo to zawsze ułatwia innym przygotowanie posiłku. Na mojej liście zdjęć do zrobienia była właśnie pasta z czerwonej soczewicy. Zorientowałam się dopiero na koniec, że nie mam jednego składnika – koncentratu pomidorowego. Czas gonił, więc chcąc przyśpieszyć proces, użyłam keczupu, żeby chociaż kolor mniej więcej się zgadzał (wielokrotnie robiłam tą pastę wcześniej, wiedziałam, że w smaku jest dobra).

 

Wymieszałam wszystko, kolor się zgadzał, więc to moje fotograficzne oszustwo ujdzie płazem – myślę. A potem okazało się, że ta pasta jest smaczniejsza od pierwotnej. Zmieniłam więc szybko treść przepiśnika i tak oto, zupełnym przypadkiem, powstała jedna z moich ulubionych past. 

 

Na około 400 gramów pasty (4-5 porcji) potrzeba:

 

  • 12 łyżek (145g) czerwonej soczewicy (suchej)
  • 6 łyżek (60g) słonecznika
  • 2 ząbki czosnku
  • 400 ml wody
  • 4 łyżki ulubionego keczupu

Sposób przygotowania:

 

Na suchą i rozgrzaną patelnię wsyp słonecznik, upraż go do zarumienienia. Następnie dodaj soczewicę, wodę, czosnek i gotuj na mały ogniu pod przykryciem do momentu, aż soczewica wchłonie całą wodę. Przełóż zawartość patelni do pojemnika blendera, dodaj swój ulubiony keczup i zmiksuj na gładką masę.  Możesz dosolić do smaku. 

 

Cena za mniej więcej 400 g to około 3,40 zł. (status na marzec 2023)

 

1 porcja zawiera około: 220 kcal, 13 g białka, 8 g tłuszczu i 28 g węglowodanów. 

 

Chcesz poznać więcej przepisów? Sprawdź Plany Hashimoto! To produkt nie tylko dla osób z chorą tarczycą. 

 

Przepis autorstwa dietetyk Anny Thomas. 

Kategorie
Przepisy

Aglio e olio z chorizo

Aglio e olio z chorizo

Pasta aglio e olio znaczy po włosku dosłownie “makaron, czosnek i oliwa”. 

 

Pierwotna wersja tego dania zawiera tylko te składniki i, podobnie jak pizza, była daniem wywodzącym się z biedy. Włosi do wzmocnienia smaku dodają oliwę, która wcześniej przegryzała się z chilli, co sprawia, że to danie jest jeszcze lepsze.

 

Obecnie najczęściej aglio e olio robi się z pięciu składników: makaronu, czosnku, chili, oliwy i pietruszki. Nasza wersja tego dania zastępuje w tym zestawieniu chili i oliwę hiszpańską kiełbaską chorizo, która jest jednocześnie dość tłusta, ostra, ale przy okazji przemyca trochę białka. 

 

To jedno z tych dań, które robi się właściwie tyle, ile trwa ugotowanie makaronu. Ta prostota czyni go jednym z najlepszych dań kuchni włoskiej. 

 

Na 1 porcję potrzeba:

 

  • 90 g makaronu spaghetti,
  • 35 g kiełbaski chorizo,
  • 2 ząbki czosnku,
  • garść pietruszki,
  • sól do smaku.

 

Sposób przygotowania:

 

Makaron ugotuj al dente. Pod koniec gotowania odlej odrobinę wody do innego naczynia. Na suchą patelnię wrzuć pokrojone w półtalarki chorizo i trzymaj na niedużym ogniu, żeby mogło się wytopić. Kiedy już tłuszcz zacznie się pojawiać, dodaj pokrojony w cienkie plasterki czosnek i smaż około 2 minut pilnując, żeby się nie spalił. Wyłącz palnik, dodaj makaron, posiekaną pietruszkę i wszystko wymieszaj. Jeśli makaron będzie za suchy, dodaj odrobinę wody, która została z gotowania makaronu. Posól do smaku. Dodaj jeszcze więcej pietuszki, która idealnie przełamuje smaki!

 

Jedna porcja to około 450 kcal, 14 g białka, 10 g tłuszczu i 75 g węglowodanów. 



Przepis autorstwa dietetyk Anny Thomas. 

Kategorie
Przepisy

TZATZIKI

TZATZIKI

Tzatziki to w teorii sos jak każdy inny. 

 

W zasadzie to taka grecka wersja naszej mizerii. 

 

Ale mimo tego ma w sobie coś, co sprawia, że każde danie staje się lepsze.

 

Daj sobie odrobinę prostej przyjemności, zrób sobie tzatziki. Na przykład do grilla, ziemniaków gotowanych w mundurkach czy  świeżego pieczywa.

 

Na jedną miseczkę potrzebujesz:

 

½ ząbka czosnku (możesz więcej!)

100 g jogurt greckiego

1 ogórka

5 ml oleju rzepakowego

2 szczypty pieprzu 

1 łyżkę soku z cytryny lub białego octu winnego

2 szczypty soli

Opcjonalnie odrobinę koperku albo mięty (jeśli chcesz wynieść swoje tzatziki na wyższy poziom)

 

Sposób przygotowania

 

Ogórka umyj, obierz (jeśli skórka jest bardzo twarda [ja zazwyczaj tego nie robię, bo to właśnie w skórce i zaraz pod nią jest najwięcej witamin i innych dobroci]), zetrzyj na tarce, posól, wlej połowę soku z cytryny lub octu i odstaw na 15 minut. 

 

Czosnek przeciśnij przez praskę, wymieszaj z olejem. Ogórki dokładnie odsącz, wymieszaj z jogurtem, pozostałym sokiem z cytryny i olejem z czosnkiem. Dorzuć też posiekane drobno zioła, jeśli masz.

 

Dopraw solą i pieprzem.

 

Taka porcja ma 139 kcal, 11 gramów białka, 7 gramów tłuszczu i 8 gramów węglowodanów. 

Przepis autorstwa dietetyk Anny Thomas. 

Kategorie
Przepisy

HARIRA

HARIRA

Lecąc do Maroko miałam kilka kulinarnych celów, ale jeden był wyżej niż inne: znaleźć najlepszą harirę, wizytówkę tego kraju, której smak zabiorę do domu. Nie wyszło. Ale od początku.

Harira to tradycyjna marokańska zupa, pełna przypraw, którymi pachnie cały ten kraj – cynamonem, kardamonem, kuminem, kolendrą i kilkoma innymi. Podobnie jak w każdym innym miejscu na świecie, to tradycyjne danie może mieć wiele odsłon – z mięsem, bez mięsa, z większą ilością przypraw albo mniejszą (bo przecież w Polsce też trudno znaleźć dwie takie same pomidorowe). Te wszystkie warianty łączy jeden cel – ma być sycąco i odżywczo. 

Każdego dnia pytałam o harirę w miejscowych restauracjach, każdego dnia dostawałam inną odpowiedź.

 

Pytając rano:

 

“- Bonjour, dostanę u Was harirę? 

– Harira? Ooo, nie, nie. Harira musi się długo gotować, nie podajemy jej rano”

 

Pytając w południe:

 

“- Bonjour, dostanę u Was harirę? 

-Chcesz zjeść harirę? To nie ta pora, harirę się je albo rano na śniadanie albo na wieczór”

 

Pytając wieczorem:

 

“- Bonjour, dostanę u Was harirę? 

-Harirę o tej porze? Jest za późno, ona jest za ciężka na noc!”

 

No to klops. Zjadłam jedną, niezbyt smaczną porcję w restauracji, która gościła głównie europejskich przyjezdnych.

 

Ten przepis jest zatem moim wyobrażeniem o najlepszej harirze, którą (kto wie!) może jeszcze uda mi się posmakować na marokańskiej ziemi. 

W tej zupie najważniejsze są przyprawy upewnij się, że masz wszystkie:

 

3 g – Kardamon

2 g – Cynamon, mielony

3 g – Kmin rzymski, suszony

3 g – Sól biała 

1 g – Kolendra, nasiona

1 g – Papryka chili, w proszku

1 g – Papryka, w proszku

1 g – Kurkuma

10 ml – Olej rzepakowy

105 g – Cebula

5 g – Czosnek

10 g – Korzeń imbiru, surowy

90 g – Marchew

90 g – Soczewica czerwona, nasiona suche

500 ml – Passata

200 g – Ciecierzyca gotowana

10 g – Daktyle, suszone

Wszystkie przyprawy powinny być w wersji zmielonej. W garnku na oleju podsmaż pokrojoną w kostkę cebulę i czosnek, następnie dodać starty imbir, przyprawy oraz pokrojoną w półtalarki marchew. Smaż przez chwilę, aby przyprawy wydobyły z siebie pełnię smaku. Dodaj passatę pomidorową, soczewicę i 500 ml wody. Gotuj pod przykryciem około 20 minut (soczewica powinna się rozpadać), po tym czasie dodaj ciecierzycę i gotuj jeszcze 3 minuty. Posyp świeżymi ziołami i posiekanymi daktylami. 

 

Cały garnek zupy zawiera: 1066 kcal, 54 g białka, 21 g tłuszczu, 166 g węglowodanów. W zależności na ile porcji podzielisz zupę, przez taką liczbę podziel te wartości, a otrzymasz ilość kalorii na porcję. 

 

Dajcie znać jak wyszło! 

 

Przepis autorstwa dietetyk Anny Thomas. 

Kategorie
Przepisy

TOFU, KTÓRE POLUBISZ

TOFU, KTÓRE POLUBISZ

Wiele osób na myśl o tofu mają tylko jedną reakcję – fuuu. Jest jeden składnik, który odmienia to-fuu na to-mniam! 

 

A jest nim skrobia ziemniaczana! Sprawia ona, że tofu z nieapetycznej gąbki staje się chrupiącymi kawałkami z miękkim środkiem. 

 

Wystarczy do pokrojonego tofu dodać skrobię i dokładnie wymieszać (najłatwiej w woreczku/większym pudełku). Mniej więcej 1 płaska łyżka na 100 gramów tofu będzie akurat. Takie tofu wrzucamy na patelnię z rozgrzanym olejem (na te 100 g tofu wystarczy 1 łyżka), ale ostrożnie! Kostki nie powinny się dotykać, bo inaczej zlepią się wszystkie w jedną bryłę. Warto poczekać chwilę i nie mieszać ich za często, dzięki temu zdobędą idealnie złotą skórkę. 

 

Takie tofu można dodać do wszystkiego:

  • azjatyckich makaronów,
  • bowli,
  • sałatek,
  • sosów,
  • a nawet jeść solo.

 

Dajcie znać jak wyszło! 

 

Przepis autorstwa dietetyk Anny Thomas. 

Kategorie
Przepisy

Amerykańskie pumpkin pie

Amerykańskie pumpkin pie

Pumpkin pie to tarta dyniowa, która ma swoją wieloletnią tradycję w Stanach Zjednoczonych. Jest nieodłącznym elementem Święta Dziękczynienia, ale piecze się ją nie tylko z tej okazji. Szukałam inspiracji na to ciasto na amerykańskich blogach kulinarnych, ale moja chęć zrobienia tego według klasycznego przepisu szybko poszła w zapomnienie. Wszędzie czytałam zdanie “najlepsze pumpkin pie wychodzi z dyni z puszki”. 

 

W Polsce mamy naprawdę świetne dynie, a te od Nowalijki to już w ogóle gwarancja dobrej jakości. Żadne puszki nie wchodzą w grę.

 

Stworzyłam więc przepis, który łączy tradycję amerykańską z polskimi dobrociami i szczyptą niewygórowanego szaleństwa. 

 

Kruche ciasto:

  • mąka pszenna – 1 szklanka
  • mąka pełnoziarnista – ½ szklanki
  • masło – 100 g
  • sól – ⅓ łyżeczki
  • zimna woda – 6 łyżek

 

Masa dyniowa: 

  • puree z dyni (najlepsza tutaj będzie piżmowa) – 2 szklanki
  • cukier – ¾ szklanki
  • jajka – 3 sztuki
  • skrobia ziemniaczana – 1 łyżeczka
  • śmietana 30% – 1 szklanka
  • przyprawy w proszku – cynamon ½ łyżeczki, kardamon ⅓ łyżeczki, imbir ⅓ łyżeczki, chili ⅓ łyżeczki, pieprz – 3 szczypty, sól – 2 szczypty

 

Sposób przygotowania:

 

Zacznij od dyni – pokrój ją na mniejsze kawałki, pozbądź się gniazd nasiennych i piecz około 30-40 minut w piekarniku w 180 stopniach do momentu, w którym będzie zupełnie miękka i bez problemu wsadzisz w nią widelec. 

 

W międzyczasie przygotuj kruche ciasto. Wszystkie składniki muszą być turbo zimne – to bardzo ważne. Zagnieć wszystkie składniki ze sobą. Uformuj kulę, owiń ją folią i wstaw do lodówki – im dłużej tym lepiej, ale nie krócej niż pół godziny. 

 

Pewnie Twoja dynia już zdążyła się upiec, więc przygotuj z niej puree – usuń skórkę i zblenduj miąższ. Odmierz dwie szklanki i przełóż do większej miski. Dorzuć wszystkie pozostałe składniki. Jeśli wolisz tradycyjne smaki – użyj tylko cynamonu, kardamonu i imbiru, ale jak lubisz eksperymentować – nie bój się dodać chili, pieprzu i soli – one naprawdę fajnie podkręcają smak! Zblenduj wszystko tak, żeby nie powstało zbyt dużo bąbelków powietrza – przez nie ciasto się podniesie i opadnie, a to nie jest nam potrzebne. 

 

Okej, masa na spód pewnie się już schłodziła, więc lecimy z rozwałkowaniem jej na blacie oprószonym mąką. Wałkujemy, a następnie przekładamy na dno formy/blachy wysmarowanej masłem. W spodzie robimy dziurki widelcem, przykrywamy papierem do pieczenia i wysypujemy coś, co odciąży nam ciasto (nie chcemy, żeby urosło) – to może być suchy groch, fasola. Ja używam drobnych monet, one fajnie przewodzą ciepło, więc zawsze mam garść groszówek do pieczenia w swojej kuchni. Spód włóż do piekarnika na 20 minut w 180 stopniach, po tym czasie wyjmij obciążniki i piecz jeszcze 10 minut.

 

Ufff, już końcówka! Wylewamy płynną masę dyniową na upieczony spód i wstawiamy do piekarnika najpierw na 10 minut w 200 stopniach, a potem zmniejszyć temperaturę do 180 i piec jeszcze 30 minut. 

 

Gotowe! Tradycyjnie w Stanach podaje się je w ubitą śmietaną.

 

Dajcie znać jak wyszło! 

 

Przepis autorstwa dietetyk Anny Thomas. 
#współpraca